wtorek, 18 lutego 2014

Rasiści w mięsnym

Nie jest łatwo być humanistą - zwłaszcza gdy jednocześnie jest się zwierzęciem wszystkożernym. Ogólnie można bez trudu zauważyć, że światem nie rządzą brokatowe reguły z filmów disneyowskich i że zjadanie innych jest chyba najstarszym z pomysłów, na jaki można było wpaść ku własnemu pożytkowi; niemniej nic nie jest czarno-białe i świat homo zmienia się produkując nowe problemy natury etycznej. Na przykład: czy zwierzę to bardziej jedzenie, czy raczej całkiem osoba. 

Zaczęło się od tego, że społeczność, w której zwierzęta hodowane są przemysłowo, cierpi raczej na przesyt żywności niż jej niedosyt. W związku z powyższym jedzenie mięsa nie jest czymś, bez czego nie można się obejść, a zwierzęta roślinożerne, choć w każdym ekosystemie są zjadane bez jednego "sorry", mają życie nie tylko krótkie, ale i niespecjalnie godne pozazdroszczenia, przynajmniej z punktu widzenia własnych naturalnych zwyczajów egzystencjalnych. Zapewne czym innym jest tradycyjny model hodowlany, w którym zwierzątko doglądane na własny użytek hodowcy może sobie - przed aktem przerobu na wartościowe białko - dłubać raciczką w błocie, dziobać dżdżownice, grzać się w słońcu, obserwować latające chrząszcze, chodzić tu i tam czy co tam jeszcze zwierzątka lubią robić, a czym innym - gdy pozyskiwane jest przez konsumenta jako paczka w markecie i właściwie od urodzenia jak paczka traktowane. Poza tym przemysł produkuje nadmiary i wielu osobom nie podoba się też to, że zwierzęta są mordowane a potem wyrzucane na śmietnik - chociaż osobiście myślę, że gdy już taka krowa zostanie zaszlachtowana, oskórowana i podzielona na porcje, to jest jej doskonale bez różnicy czy będzie zjedzona, częściowo zjedzona, wyrzucona, czy opłakana i pochowana z honorami. Ale ze współczucia ludzi dla zwierząt bierze się jeszcze jeden absurd: ewidentnego rasizmu, który zresztą wszystkim pasuje.

Na przykład: ostatnio w kopenhaskim zoo ubito żyrafę i nakarmiono nią lwy, z czego zrobiono pokaz dla publiczności, w tym gości mocno nieletnich (w rzeczy samej to kontrowersyjny pomysł). Żyrafa zaczęła być traktowana przez opinię społeczną niemal jak więzień polityczny. Pod petycjami "Odczepcie się od żyrafy, wy mordercy bez sumienia" zbierano krocie podpisów, inne ogrody zoologiczne deklarowały, że właśnie mają miejsce w boksie dla akurat takiej żyrafy, DOKŁADNIE takiej, licznie zgłaszały się też osoby prywatne oferujące grubą kasę w ramach kaucji za skazaną żyrafę. Ludzie zarządzający w duńskim zoo pozostali jednak niewzruszeni i teraz wszyscy ich nienawidzą.

W prasie regularnie czytam ogłoszenia zaczynające się od słowa "Ratujmy...", są to ogłoszenia fundacji wykupujących od rzezi konie oraz - od jakiegoś czasu - również inne koniowate (ale koniokształtność jest podstawą żeby być w ogóle branym pod uwagę jako kandydat do wpisania na ową listę Schindlera). Ogłoszenia zawierają łzawe historie o tym, jak to klacz Diana, osioł Franek czy ogier Herkules wiernie służyły swojemu właścicielowi (...) czas mijał (...) ale stały się niepotrzebne (...) i zamiast godnej emerytury (...) idą na rzeź i żeby temu zapobiec trzeba szybko uzbierać [kwota w PLN]. Wówczas zwierzę, które miało szczęście urodzić się koniowatym, zostanie wykupione i wysłane do specjalnego ośrodka końskiej spokojnej starości.

Wyobraźcie sobie teraz, że ktoś poświęca tyle czasu, wysiłku i pieniędzy żeby uratować jakąś świnię albo krowę. No way. A wszystko chyba przez to, że nikt nie ma okazji przywiązać się osobiście do świni czy krowy (konie wykorzystywane są w jeździectwie, więc wiele osób je lubi, bo widzi, że potrafią być miłe) i tym samym nie są one traktowane jak zwierzęta urocze, chociaż obiektywnie mogą takie być

 To specjalny gatunek puszystej krowy.
Żeby uzyskać efekt jak na zdjęciu potrzebne są jednak
długie godziny kąpania krowy w specjalnym szamponie,
suszenia i szczotkowania

A świat jest brutalny i jeśli nie jesteś uroczy to nie masz co liczyć na miłe traktowanie, nie będziesz też mieć żadnego ładnego imienia tylko numer.

Jakiś czas temu surfowałam po kanałach telewizyjnych z powodu ataku bezsenności. Natrafiłam na kanał KUCHNIA TV i program, w którym postanowiono pokazać, jak przyrządza się pyszny boczek - od podstaw. Dosłownie. Jednym słowem zaczęli od żywej świni i jej drogi na drugą stronę tęczowego mostu.

"Umieranie nigdy nie jest przyjemne, ale teraz przekonacie się, że nie wygląda to tak znowu okropnie w naszej Przyjaznej Rzeźni" - powiedział pan oprawca do ekipy telewizyjnej, która zgromadziła się, żeby popatrzeć i wyrobić sobie opinię na tak lub na nie. Pan wszedł do specjalnego boksu z jedną świnią, która miała chyba nawet jakieś imię w stylu Ferdynand, oraz wyglądała jakby mówiła "O, cześć, co dzisiaj robimy?". Potem przyłożył jej do głowy dwie elektrody, poderżnął jej gardło fachowym cięciem, powiesił za raciczki i z promiennym uśmiechem powiedział "Voila! no i jak?" do ekipy, która w tym czasie zmieniła kolor na różne odcienie zielonego. "Yyy, tak" - jęknęli filmowcy, podczas gdy w tle kołysał się ociekający posoką korpus Ferdynanda  - "faktycznie, mogło być gorzej".

Myślę, że gdyby każdy miał zjeść mięso dopiero wtedy, gdy je sobie sam pozyska, wegetarian byłoby znacznie więcej.

10 komentarzy:

  1. A ja nie sądzę. Kiedyś masowych fabryk mięsa nie było, a wegetarianizm mimo wszystko nie był specjalnie trendy. Myślę, że to właśnie nasze odzwyczajenie od obcowania ze zwierzętami, które później trafią na stół, odzwyczajenie od obcowania z naturalną ideą śmierci, leży u podstaw wegetarianizmu.
    W końcu tego ruchu nie zaczęli litościwi farmerzy, którzy już nie mogli patrzeć na niedolę biednej trzody, a raczej ludność widująca mięso głównie w formie nieco krwistych paczek.
    Więc myślę sobie, że gdyby każdy miał zjeść mięso dopiero wtedy, kiedy sam je sobie pozyska, to ludzie szybko przyzwyczailiby się do idei tego, że coś żyje po to, żeby najeść mogło się coś.

    Nie mówię, że warunki ma zwierzyna idealne, nie twierdzę, że nie byłoby lepiej, rozsądniej, gdyby każdy swojego steka musiał wykarmić od małego i spojrzeć mu w oczy, kiedy w stek go zmienić zamierza. Chyba byłoby lepiej. Ale nie wydaje mi się, żeby miało być bezmięsnie.

    Całusy,
    Hanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja mówię o "teraz" a nie "kiedyś". Jasne, że kiedyś wegetarianizm nie był trendy, ale różnica jest taka że wtedy mięso było najłatwiej dostępnym kalorycznym pożywieniem, w ogóle dostęp do żywności był zupełnie inny, nie mówiąc o urozmaiceniu diety - trudno się dziwić, że farmerzy nie mieli problemu z zabijaniem swoich zwierzątek, skoro w kwestii żywienia nie mieli atrakcyjniejszej niż mięso alternatywy. Ale teraz alternatyw do mięsa jest multum. Poza tym gdyby każdy hodował sobie własny befsztyk, zwierzęta miałyby pewnie w większości lepsze warunki życia niż w hodowlach przemysłowych, które to warunki są IMO większym problemem niż to, że zwierzę ląduje na talerzu.

      Usuń
    2. Obstaję przy swoim. Rozumiem kwestie różnic w diecie, ale mimo wszystko ośmielam się twierdzić, że ogromna część wegetarian to ludzie nie tyle snujący dywagacje na temat wartości życia zwierzęcia i tak dalej, co po prostu brzydzący się śmiercią, którą współczesna cywilizacja próbuje wyprzeć ze świadomości.
      To oczywiście tylko moje zdanie, ale wydaje mi się, że zbyt często rozchodzi się nie o to, żeby zwierzęta żyły - i do tego w godnych warunkach - ale o to, żeby uprzejmie raczyły nie umierać. Do tego w tak ohydny, bardzo dobitny sposób.
      Bo jakoś osobiście widzę więcej debat na temat krwawej śmierci krówek niż cichego duszenia się ryb na pokładzie kutrów.

      Wiadomo, że są osoby do głębi przejęte filozofią życia kurczaka, ale po prostu z moich obserwacji wynika, że nie jest to miażdżąca przewaga wśród wegetarian. Nic w tym dziwnego, mało ludzi zastanawia się nad filozofią życia w ogóle, co dopiero rozważać konkretny drób.

      Dla mnie właśnie największym problemem jest jakość życia tych zwierząt, i chciałabym móc świadomie i odpowiedzialnie zakupywać do spożycia mięso ze sprawdzonego źródła, gdzie wiem na czym mięsko się chowało i w jaki sposób z tego świata zeszło. Ale, jakby to ująć, finanse nie te. Może powinno mi być wstyd, że mimo to od czasu do czasu pozwalam sobie oszamać kawałek kurzego cycka, zastanowię się nad tym.
      Tymczasem mój gest w stronę zwierzęcego świata polega na absolutnym braku rasizmu w mojej kuchni. W moim odczuciu świnia nadaje się do konsumpcji w równym stopniu co koń, nie wspominając o świnkach morskich i innych takich słodkich puchatych. Mięso is mięso, a ja je jem i nie mam w związku z tym najdrobniejszych wyrzutów sumienia.

      Usuń
  2. Wszystko to bierze się z przekonania, iż człowiek potrzebuje do życia mięsa. Farmerzy zabijali swoje trzody w przekonaniu, że jak nie będą tego robić, umrą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, że zawiera ono tyle witamin, białka, żelaza itp. że człowiek bez tego po miesiącu by umarł na anemię ;). ale już mało ważne, że w dzisiejszych czasach, wraz z pogorszeniem się jakości żywności spadła drastycznie jakość mięsa. ale ludzie przyzwyczajeni do codziennego kotleta na obiad chyba tego nie zauważają.

      Usuń
    2. Bierze się też z tego, że w ofierze składano baranka...

      Usuń
  3. Dla mnie jedzenie mięsa jest po prostu obrzydliwe. Jak można zjeść zwłoki? Nie wspominając już o tym, że mordowanie na mięso jest szalenie nieetyczne i okrutne.

    OdpowiedzUsuń
  4. zgodzę się w pełni z ostatnim zdaniem. sama zadałam paru osobom pytanie, czy zabiliby kurkę? co?!! nie!! skądże!! jedna osoba na kilka stwierdziła, że owszem :). wszystkie jedzą mięso :]. ale kupować w sklepie, ładnie zapakowane w folię? czemu nie :]. żałosne. tak samo jak to, jakimi mięsożerni są hipokrytami. w moim otoczeniu w kółko słyszę o biednych króliczkach, o wyciąganiu wróbelków z paszcz kotów, biednych pieskach zamkniętych w schroniskach. ale świnka? krówka? tożto kotlet, nie zwierzę! albo inaczej - dla niektórych domownik (królik, pies, kurka) jest nie do zjedzenia. to w sklepie już tak :). nie widzą różnicy ani tego, co sami mówią :/. mniej mnie bawi straszenie anemią :]. czemu nikt nie straszy tym, czym taka krowa była faszerowana? :/ w dzisiejszych czasach, gdy ludzie naprawdę mają inne możliwości, nie rozumiem jedzenia mięsa. pomijając osoby starsze, które na co dzień miały swoją gospodarkę i żywiły się tym mięsem. ale tu też spotkałam się z sytuacją, gdy osoba ok. 80- letnia, od zawsze jedząca mięso, bulwersowała się tym, że ptak drapieżny zaatakował gołębia :). jest taki obrazek na stronie wegan, jak kobieta trzyma rękę w tyłku jakiegoś ptaka - drobiu i na widok kota z innym ptakiem w pysku mówi - nie zniosę takiego bestialstwa w mojej kuchni! - u mnie to jest coś w ten deseń :). ale grunt, że kotlecik na patelni nie piszczy, można go jeść :).

    sama nie jadłam kilka lat mięsa ot tak. później wróciłam na moment, ale znów zrezygnowałam z powodów zdrowotnych i etycznych. i dobrze mi z tym :).

    m.

    OdpowiedzUsuń
  5. ta puchata krowa jest świetna :D.

    m.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja jem tylko to, co sam potrafiłbym zabić ( tak, zabijałem już to, co potem jadłem, niejednokrotnie, umiem też oprawić trupa i perfekcyjnie oskórować, tak, żeby nic ze zwierzęcia się nie zmarnowało, bo jego śmierć jest darem)
    i z pełną premedytacją a i raczej świadomością też pełną powiem, że jeśli byłbym przyparty do muru zjadłbym pewnie i człowieka, a kanibalizm pierwotnych ludów mnie jakoś...nie odrzuca i nie przeraża. chyba, że mówimy o kuru, to jedyne, co może być w tym wszystkim nieciekawą rzeczą. po prostu człowiek i zwierzę są dla mnie torżsame, nie wartościuję ich, wobec istot wszelkich żywię ten sam szacunek. ale to po prostu rzecz prawa. kanibalizm łamaniem prawa naturalnego nie jest, społecznego- już tak.
    więc-wszystko jest tylko kwestią społecznie narzuconą. wolę się biologicznie zwrócić i bez hipokryzji do natury. i jak nasi przodkowie lub moi przyjaciele Kiowa przed skręceniem perlicze karku przeprosić i podziękować za podarowanie mi życia, bo jedna śmierć oznacza życie innego. mistyczny krąg przemian materii i energii. nic mniej, nic więcej.

    więc cóż, wegetarianinem bym nie był na pewno. i nie oburza mnie jedzenie zwłok jakichkolwiek. jedyne, co oburzać może, to brak szacunku który objawia się choćby niewykorzystaniem wszystkiego, co cudza śmierć nam ofiarowuje i zadawanie większych cierpień, niż to potrzebne.

    OdpowiedzUsuń