piątek, 17 października 2014

Biedne zwierzę

Na pokrytej glazurą ścianie rozlał się rozdęty bezkształtny cień, niczym głowa małego smoka albo olbrzymiego węża. Coś musnęło lekko nagie ramię Louisa i umknęło. Louis szarpnął się gwałtownie jak rażony prądem, rozchlapując wokół wodę i mocząc dywanik obok wanny. Odwrócił się ze wzdrygnięciem i spojrzał wprost w mętne żółtozielone oczy kota córki, siedzącego na zamkniętej desce klozetowej. Church kołysał się powoli tam i z powrotem jak pijany. (...) Przyglądał mu się jeszcze przez moment - Boże, jego oczy były jakieś inne, zupełnie inne - a potem zeskoczył z muszli. Nie wylądował z niesamowitą kocią gracją. Zachwiał się niezręcznie, trącając zadem wannę, i zniknął. (...) Podszedł leniwie do kominka i klapnął na ziemię przed paleniskiem. Nie miał w sobie ani krzty wdzięku. Stracił go w ową noc, o której Louis wolał nie pamiętać. Stracił też coś jeszcze. Louis dostrzegł to szybko, lecz dokładne określenie, czego zwierzęciu brakuje, zabrało mu cały miesiąc. Kot już nie mruczał. A kiedyś warczał jak mały motorek, zwłaszcza gdy spał. Czasami Louis musiał wstać i zamknąć drzwi sypialni Ellie, by móc zasnąć. Teraz kot sypiał jak kamień. Jak trup.

Co prawda Church był kotem z powieści Stephena Kinga Cmętarz Zwieżąt i, potrącony przez ciężarówkę, został pochowany w lokalizacji tytułowej aby powrócić jako kot-zombie - na szczęście to tylko fikcja literacka - ale wiele fragmentów opisu się zgadza w porównaniu z Gambolem, która przeszła wczoraj sterylizację i ewidentnie nie jest sobą.

Biedne zwierzę wróciło od weterynarza zapakowane w czerwony kaftanik oraz owinięte różowym przylepcem w czerwone serduszka (wenflon zainstalowany na dłużej w razie emergency) jak wygnieciona i nieszczęśliwa paczka walentynkowa, a teraz jest praktycznie amobilne, ma początki depresji bo nie może się umyć (kaftanik) i nadal, z tego ostatniego powodu, emanuje dziwnymi zapachami, które wchłonęło u weterynarza (kocie futro to naturalny, ekstremalnie wydajny zapachowchłaniacz). Patrzy też na wszystkich z wyrzutem. No i nie mruczy, co jest pewnie niemym protestem. Ale wczoraj nie umiała zasnąć inaczej niż w ramionach homo sapiens, czym normalnie pogardza, bo ma swoje ulubione łóżeczko-legowisko kaloryferowe i z niego korzysta. Dowodzi to, że koty również potrzebują wsparcia psychicznego. Obecnie Gambol, choć ciągle nie odzyskała zgrabności i precyzji ruchów, przechodzi gastrofazę, odreagowując zapewne głodówkę przed- i poanestezyjną. W przerwach od jedzenia śpi jak włochaty kamień, co byłoby kolejną cechą wspólną z opisanym we fragmencie wyżej zombie-kotem.

Poza tym weci znaleźli na Gambolu pchłę i oświadczyli, że zajmą się nią (pchłą) jak tylko Gambol dojdzie do siebie. Co niestety oznacza, że reszta pcheł stanowiących paczkę krewnych i znajomych tamtej pchły (pchły są bardzo socjalne i chyba nie zdarza się, żeby były singlami, nawet te wielkomiejskie) mieszka w naszym łóżku, ponieważ nie posiadamy dywanu.

Czyli jednak nie uniknęliśmy elementów horroru.

Church, kot-zombie

Pchła, widok z różnych stron, co tworzy kompleksowy obraz pchły
(borze, jakie to ohydne. I pomyśleć, że teraz gdzieś takie siedzą i się na mnie gapią)

4 komentarze:

  1. Jak mój kot miał pchły, to wyglądał jak Church. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście kocie pchły nie gryzą ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak Lupin miał pchły, to domownicy musieli zmusić go do łazienkowej kwarantanny (na około 24 h, jednak zdążył zedrzeć gardziel krzykami protestu). A po sterylizacji kotka odzyskuje grację, chociaż nie zawsze zaczyna znowu mruczeć, tak na znak oburzenia - "ja cierpiałam, teraz Wy też cierpcie!"

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten kompleksowy obraz pchły to raczej jedna pchła + parę kleszczy. Współczuję fobii.

    OdpowiedzUsuń