wtorek, 27 stycznia 2015

Alternate

Może to nie wypada tak zaczynać, bo chcę podjąć zupełnie inny temat, ale dzisiaj to 70 lat wyzwolenia KL Auschwitz, odcyfrowujemy sylaby i słowa w drżących nie tylko a conto wzruszenia, ale przede wszystkim starości przemowach ostatnich więźniów, jest bolejąca publiczność, kwiaty, światła i upamiętnianie, film Spielberga specjalnie na tę okazję i wielkie słowa czyta Meryl Streep. Jednak u b o l e w a n i e jest najłatwiejsze w łatwych okolicznościach, i chociaż współczucie współczesne jest ekspansywne i ostentacyjne, potrząsa ogonem z pawich piór, to przecież wciąż wiemy, że najniebezpieczniejsi jesteśmy dla siebie jako grupa, bo w niej do wszystkiego łatwo się przyzwyczaić, a jeszcze łatwiej, przed przyzwyczajeniem, na cokolwiek zgodzić. Tak więc do kwestii, że ludzie zmieniają się, i to na lepsze, nie podchodziłabym hurraoptymistycznie.

Nie zmieniają się ludzie wewnątrz (za bardzo) ale na zewnątrz tak, i to regularnie i kolorowo. Zmiana mód jest niby obserwowalna i oczywista, co pięćdziesiąt-sto lat już wszystko zupełnie inaczej wygląda, niż wcześniej, a jednak trudno być wizjonerem w kwestii zmiany mody.

Na przykład autorzy poniższych pocztówek wyobrażali sobie, że w 2000 roku co chwilę będzie można się natknąć na różne ciekawe wynalazki, ale wyobraźnia zupełnie nie sięgała do jakiejkolwiek zmiany mody.

(Luftszify i Flugmachiny)
(Spa & Wellness)
 (Cinema City)

Staram się świadomie zwalczać ten błąd w systemie pojęciowym i dokonywać stosownie wykraczających poza ramy wysiłków umysłowych podczas wyobrażania sobie mody-za-sto-lat. Co aktualnie (niezmiennie i nadal) jest nie do przeskoczenia: wszyscy dzięki modzie/przez modę wyglądamy w jakiś sposób podobnie. Podstawą życia jest się nie wyróżniać bo to od zawsze budzi wrogość (to taki plemienny atawizm) oraz prowokuje do przypisywania podmiotowi cech negatywnych, takich jak zarozumiałość bądź braki umysłowe, ostatecznie brak pewności siebie i kompleksy (!). Zwłaszcza jak ktoś jest ekscentryczny a nie jest klasyczną pięknością, to już na pewno kryje pod krzykliwym imidżem ból istnienia i poczucie niższości.

Dwudziesty pierwszy wiek bardzo powoli i wciąż nie za chętnie gramoli się z tej przyciasnej wylinki. Wyróżniać się po prostu nie wypada, a już zwłaszcza w pewnym wieku (boleśnie zauważam, że ten "pewien wiek" to według niektórych już trzydziestka, albo i nawet 25 r.ż.). Najlepiej wyglądać tak, jak wszyscy, co obecnie oznacza nieciekawie. Mam szczerą nadzieję, że dla odmiany cechą przyszłej mody będzie nieskrępowany eklektyzm. Co oczywiście już dawno wymyślili projektanci kostiumów do filmów, w stylu "Piąty element" albo "Igrzyska śmierci"...

...I wdrażają z sukcesem Japończycy i Japonki - typowe prawa ludzkiej psychofizyki nie znajdują zastosowania w tym narodzie:

Tak, to jest dziwne i nierzadko brzydkie, ale brzydkie świadomie zapraszane. Jakoś fajniej oglądać na ulicach ekscentrycznych i brzydkich, niż brzydkich i brzydkich.

Osoby na powyższych zdjęciach tak naprawdę skrywają głębokie kompleksy na temat swojego wyglądu. Ubierają się tak, ponieważ uważają, że są nieciekawe i nie zasługują na uwagę.  W głębi duszy są nieszczęśliwe i łakną akceptacji. Nie mają żadnych osiągnięć i niedostępne są dla nich zawody związane z jakimkolwiek prestiżem społecznym. Bo czy widział ktoś lekarza albo prawnika z irokezem albo tatuażem...? [wyciąg z wypowiedzi internetowych]

2 komentarze:

  1. Nie lubię mody, dlatego właśnie, że nakazuje, aby wszyscy wyglądali dokładnie tak samo. Nagle ludzie zaczynają stanowić jeden status roboczy chodzący w dodatku w tym samym kolorze. Albo jak wcześnie w szkołach, wszyscy ubierzmy się w jednakowe mundurki, czy nie może być szał? Hit sezonu?
    Nie lubię mody również dlatego, o czym wspomniałaś, ludzie wykraczający ubraniami poza modę stają się dziwakami, bo wyglądają inaczej. Kiedy to nadal tylko materiały, którymi przykrywamy ciało, jest to totalnie pozbawione... mądrości.
    Każdy kreuje siebie jak chce, każdy powinien mieć prawo do wyrażenie w ten sposób siebie - a nie może. Taki kraj.
    I dlatego podoba mi się Japonia.
    I nie zgodzę się z Tobą, że każdy ekscentryk ma problem z własną akceptacją. A wiesz dlaczego nikt nie widział prawnika z tatuażem czy irokezem? Bo ten zawód wymaga od niego, by wyglądał zwyczajnie. By się nie wyróżniał, a wyglądał poważnie, to zaufane zawody. Rozmawiałam kiedyś z prawnikiem na ten temat, pani była kiedyś rockową babką. Rozpoczynając swój zawód, jeszcze w czasie studiów musiała przysięgać, że klient który wejdzie do jej gabinetu, będzie mógł skupić się na sprawie, a nie fryzurze pani. Są zawody, które wykluczają ekstrawagancję.
    Ja np akceptuję siebie, czuję się dobrze ze swym odbiciem w lustrze, a społecznie właśnie pnę się w górę nawet rozpoczynam edukację, aby zawalczyć o swoje lepsze jutro. Jestem wciąż w grze, jestem wciąż retro-indyjska, ludzie nadal obracają za mną głowy, czuję się dobrze ze swoimi kreacjami.
    To samo może powiedzieć dziewczyna, którą poznałam kilka lat temu w Łodzi, cybergoth pełną parą, nawet kły sobie wstawiła na stałe w szczękę. Jest piękna. Jest swoim własnym dziełem sztuki. Społecznie ma dobry zawód i szkołę. Występuje dodatkowo na festiwalach i czasem w TV. Tak, akceptuje siebie i nie ma problemów. Marzy jej się, by świat przestał patrzeć na człowieka, lecz by spojrzał oczyma duszy na wnętrze.
    I tak zakończę swój wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "I nie zgodzę się z Tobą, że każdy ekscentryk ma problem z własną akceptacją. " - mnie w życiu by nie przyszło do głowy, żeby zawyrokować coś tak głupiego. To wyciąg z osądów które ludzie wypisują na forach internetowych.
      "Marzy jej się, by świat przestał patrzeć na człowieka, lecz by spojrzał oczyma duszy na wnętrze." - nie można być własnym dziełem sztuki (zewnętrznie) i życzyć sobie, żeby nikt na to zewnętrze nie patrzył. Na szczęście patrzenie na zewnętrze nie wyklucza patrzenia na wnętrze, chociaż w praktyce niestety różnie to bywa.

      Usuń